http://www.crucialblastshop.net
Warsaw-based industrial punks MAAAA first came to my attention through their new stateside release that just came out on the Mind Flare, which is going to be reviewed and listed in next week's new arrivals list; in the meantime we've got this slightly older disc that was released on their own label that I've managed to parse first. Even after hearing their newer material, this disc still held a number of surprises for me. MAAAA are not your typical knobs-on-ten pedal noise outfit, although they do keep this monstrous thirty-minute long track pretty damn deafening n' abrasive. But instead of just shredding the listener with a non-stop barrage of pure screech, they weave an unpredictable noisescape that starts off at first like a cosmic storm of junk noise clang and scrape and massive overdriven synth noise, somewhere along the lines of K2 and Pain Jerk, then suddenly at about the three minute mark, explodes into what sounds to me like a highly distorted, rampaging Finnish hardcore thrash band, then veers into some abstract K2-style metal abuse and sounds of howling dogs. So we're dealing with some extreme cut-up/noise collage stuff here, usually sticking within the realm of brutal, processed junk-noise chaos-storms and laser-cannon synth abuse, but later on the duo moves through long stretches of crushing noisy drone and strange field recordings of urban activity. These guys whip up an extreme crash-fest that'll rattle the skullplates of all but the most frenzied of industrial mutants, and it's no small thing to actually rival the sort of junkyard apocalypse that K2 (who these guys obviously draw alot of their influence from) is known for. Yikes! This import disc comes in a full-color digipack that includes a booklet, and was issued in a limited edition of 500 copies.
http://regenerator-music.narod2.ru
В эпосе «Калевала» имя Сампо носила чудо-мельница, своего рода аналог скатерти-самобранки с более расширенными функциями. В этом устройстве воплотился утопический и оттого так страстно воспеваемый миф о грядущем всеобщем благополучии, которого хотели достичь во все времена, но, как мы видим, далее сказочных образов дело не дошло. По легенде сампо утонула, но недолго пришлось ей лежать без дела на дне – однажды кит пожаловался ей на то, что люди загадили всю землю, вырубили все леса и испоганили реки, а от машин, бетонных зданий, заводов и прочих следов индустриального развития житья никому нет. После этого сампо восстала из воды подобно Годзилле и устроила тотальный дестрой, не пощадив людей на радость зверюшкам. Предвосхищая вопросы и комментарии – нет, я не брежу. Продолжение истории чудо-устройства я прочитал в буклете к альбому «Sampo Distortion» карельско-польских звуковых террористов «Maaaa», стараниями которых предмет, направленный первоначально на созидание, превращается в мощное орудие разрушения, творящее при этом все-таки справедливость.
Чуть более получаса живого мяса, сдираемого с костей осколками стекол (их здесь бьют и крошат с удвоенной силой) и перемалываемого в кровавую кашу арматурой и ржавыми железяками (с ними управляются уже с утроенной силой, ломая все на своем пути) – вот как сампо решает проблемы по версии «Maaaa». Даже животные, для которых этот девайс усиленно старается, не могут скрыть своего ужаса – мы слышим вой собаки по имени Мия, которая является полноценным участником коллектива. В это же время ее хозяева выворачивают до предела ручки оборудования, разрывают цепи электронных соединений, воссоздают эффект обратной связи, одним словом, делают то, что у них получается раз за разом все отменнее – они шумят. Шумят слаженно, зло, жестко, не заботясь о том, сколько нервных людей не сможет пережить такого насилия, и сколько соседей навсегда выбросят дрели, пианино, молотки и прочие мешающие вам жить предметы и принесут самые искренние извинения, только чтобы вы никогда больше не включали ЭТО. Страшный грохот, вой, рев и пульсирующие заикания умирающих устройств странным образом пересекаются со вставками из жизни «металлического» андеграунда. Грязно и выхолощено жужжат гитары, ритм провален, дисторшен выедает все слова выплевываемые вокалистом. Напомнило работы карельских блэкеров «Meti Bhuvah». Впрочем, эти отсылки к тяжелой музыке не существенны и погоды не делают, хотя и служат неким разнообразием, особенно заметным на фоне стандартного в целом нойза, создатели которого ближе концу слегка выдыхаются, теряют агрессию и продолжают уничтожать все вокруг уже больше по инерции, пытаясь раздуть былую ярость. Экстремально жесткая и бескомпромиссная работа, такая, как надо. Фанатам.
http://heathenharvest.org
http://heathenharvest.org
In my opinion, the first step to a successful foray into the discipline of noise is simple – do not lose the listener’s attention through carelessness, banality or pointless repetition. When abolishing conventional structure and development of melody, certain new elements must be emphasized to fill the gap. Whether the aim is an overwhelming, evolving texture of distortion; a sporadic machine-gun of human noise; the abrasive simplicity of tortured guitar or a wholly electronic approach akin to malfunctioning equipment, the challenge is clear when attempting to draw it out into a 30minute piece – don’t forget to be creative. A refinement that cannot be achieved through formal means should be made through a complex layering of sound in an attempt to keep it constantly shifting and evolving, surprising the listener with twists and turns and perhaps even leaving them startled or uncomfortable with a particularly clever sonic turn.
The release “Sampo Distortion” from Karelian act Maaaa, mostly fulfills these criteria. At least for the first half of of the one track release, the sound is diverse, creative and intelligent, shifting between textures, tones and atmosphere without any pronounced disjointedness. A great attraction of this sound is what I would call it’s complex chaos, wherein an apparent cacophony possesses an intricacy and depth that one cannot really pinpoint, but seems to underlie the progression of the track, keeping it as wholesome and focused as noise can be. It very much sidesteps the common pitfalls of mundane noise which afflict lesser artists. The second main draw is the creativity of this piece. The aforementioned chaos is achieved though a mingling of abrasive auditory styles from a sculpted static, to synthesized furore and even to mad attack of guitar akin to The Gerogerigegege in one of their more lucid moments. A forlorn numbers station becomes the sound of a barking dog (Credited as Mia) and breaking glass snaps a reverie of cascading distortion.
The virtues of “Sampo Distortion”, unfortunately, are localized to roughly the first half of the track. There is a loss of vibrancy and variation, leaving one with a unfulfilling trailing off in which the sound becomes more mellow and simple towards the end. One can see this as a sort of development of the grand scheme, a post-coital cooldown, a fade to darkness and surrender to entropy, but frankly I was so immersed and stimulated by the initial niceties, that it seemed more like a protracted anti-climax. I feel that it would have worked better reversed, with a gradual build-up leading to the frenzied release of energy akin to the 1812 overture cannon frenzy. However, despite this it is still a very much listenable and interesting piece of noise.
Maaaa to nasz importowany skarb zza wschodniej granicy (republika Karelii, obecnie Warszawa). Ten istniejący od 2003 roku kolektyw, obecnie w okrojonym składzie (duet bądź projekt solowy) spaja postać założyciela – Sergey Hanolainen.
Charakterystyczną cechą Maaaa jest fakt, iż brzmieniowo czerpie praktycznie ze wszystkich elementów obecnych w muzyce noise. Na wydawnictwach można usłyszeć zarówno surowe, przesterowane krzyki, motywy gitarowe, brzmienia blach/złomu, jak i czysto noisowe dźwięki wydobywane z szeregu efektów i syntezatora.
W naszym kraju projekt ten zyskał niemałą popularność w 2008 roku dzięki szeregowi energicznych koncertów które zagrali m.in. we Wrocławiu i Warszawie.
Należy wspomnieć także o tym, że Hanolainen występuje również solowo, pod własnym nazwiskiem – w tym przypadku swoje występy opiera głównie na brzmieniu syntezatora.
Sergey jest również właścicielem własnego wydawnictwa płytowego – Triangle Records – w którym regularnie wydaje doskonałe płyty noise (m.in. projektu K2).
Opisywana płyta została wydana w 2010 roku przez rosyjski label 24919 Records. Szczerze pisząc, była to dla mnie kompletnie nieznana nazwa. Album opakowany jest w wysokiej jakości digipack i przykuwa uwagę świetną oprawą graficzną. Chociaż nie jestem fanem tego typu opakowań (ze względu na ich niską żywotność) to nie da się ukryć, że bardzo dobrze się prezentują.
To co bardzo cieszy to fakt, że zawartość dźwiękowa wydawnictwa idzie w parze z jakością oprawy. Na albumie znajduje się jedna, 30-minutowa kompozycja, która prowadzi przez interesujące rejony brzmieniowe. Album rozpoczyna się niepozornie – słychać niskie, noisowe pomruki oraz doskonale zmiksowane dźwięki tłuczonego szkła i blach. Naprawdę warto posłuchać choćby po to, by sprawdzić jak w dobry sposób połączyć różne brzmienia – trudno powiedzieć czy jakość produkcji była zabiegiem świadomym czy przypadkowym “efektem ubocznym” nagrania. Podoba mi się także to, że w pewien sposób czuć na nim przestrzeń – tzw. powietrze – co również jest względnie rzadko spotykanym zjawiskiem w gatunku. W ciągu kolejnych minut przemierzamy surowe, ostre brzmienia które momentami wpadają w mocną psychodelię.
Jedynym mankamentem który przeszkadza mi w pełnym cieszeniu się płytą są fragmenty brudnych, punkowych fraz (gitary, wokalizy) które czasami dochodzą do głosu. Nie jest to gatunek muzyki za którym szczególnie przepadam i trochę mi burzy kompozycyjny ład panujący na nagraniu.
Podsumowując – album zdecydowanie polecam, jest to zdecydowanie dobre wydawnictwo, zarówno pod względem oprawy, produkcji jak i kompozycji. Dobrze się go słucha i trudno się nudzić przez czas trwania płyty (która zresztą nie jest szczególnie długa).
http://mordreth.livejournal.com
Харш нойз – пожалуй, один из немногих музыкальных стилей, претендующий на то, чтобы действительно быть музыкой не для всех. На практически любом экстремальном что метал, что околометал, что пост-индастриал стиле уже висит, попискивая и дрыгая ножками, куча глорихантеров-пидорасов и фанатов атрибутики, испытывающих острую нехватку элитизма и нюхающих ноги у более прокачанных дегенератов, в целом ничуть не более искушенных. И только, пожалуй, харш нойз в силу своей полной антимузыкальности становится апологией музыкального нонконформизма, потому что слушать разрушающие мозги стены шипения и безумного грохота ради понтов и для того, чтобы приобщиться к субкультуре, будут очень немногие, хотя, конечно, находятся и такие. Маааa же, во-первых, регулярно варьирует число букв «А» в названии (насколько я понимаю, это связано с текущим составом), во-вторых, является совершенным отъебайством, безумием и жестью даже по меркам харш-нойза, который такими понятиями совершенно не удивишь. Их музыкальное творчество абсолютно невыносимо, концертные выступления дают фору даже признанным ебанатам из The Gerogerigegege, и как многие вещи, доведенные до абсолюта, Маааa обладает своей удивительной привлекательностью. Sampo Distortion, в своем названии апеллирующий аж к Калевале, представляет собой, пожалуй, лучшее творение коллектива – получасовая литания в музыкальном аду, перемалывающая перепонки, мозги, внутренности и самое сознание в фарш с эффективностью, которая не снилась ни одной свиноферме; лютый свист, грохот, перегруз, битое стекло и агонизирующие голоса металла сменяются отвратительно грязными и зашумленными короткими блэк-метал эпизодами, так очаровательно похожими на Meti Bhuvah, и – снова пятилетка за три года в цеху насилия и убийств. Воистину потрясающая работа, и я настолько ебанутый, что с удовольствием слушаю ее снова и снова. Никому рекомендовать не могу, только на свой страх и риск.
Maaaa to nasz importowany skarb zza wschodniej granicy (republika Karelii, obecnie Warszawa). Ten istniejący od 2003 roku kolektyw, obecnie w okrojonym składzie (duet bądź projekt solowy) spaja postać założyciela – Sergey Hanolainen.
Charakterystyczną cechą Maaaa jest fakt, iż brzmieniowo czerpie praktycznie ze wszystkich elementów obecnych w muzyce noise. Na wydawnictwach można usłyszeć zarówno surowe, przesterowane krzyki, motywy gitarowe, brzmienia blach/złomu, jak i czysto noisowe dźwięki wydobywane z szeregu efektów i syntezatora.
W naszym kraju projekt ten zyskał niemałą popularność w 2008 roku dzięki szeregowi energicznych koncertów które zagrali m.in. we Wrocławiu i Warszawie.
Należy wspomnieć także o tym, że Hanolainen występuje również solowo, pod własnym nazwiskiem – w tym przypadku swoje występy opiera głównie na brzmieniu syntezatora.
Sergey jest również właścicielem własnego wydawnictwa płytowego – Triangle Records – w którym regularnie wydaje doskonałe płyty noise (m.in. projektu K2).
Opisywana płyta została wydana w 2010 roku przez rosyjski label 24919 Records. Szczerze pisząc, była to dla mnie kompletnie nieznana nazwa. Album opakowany jest w wysokiej jakości digipack i przykuwa uwagę świetną oprawą graficzną. Chociaż nie jestem fanem tego typu opakowań (ze względu na ich niską żywotność) to nie da się ukryć, że bardzo dobrze się prezentują.
To co bardzo cieszy to fakt, że zawartość dźwiękowa wydawnictwa idzie w parze z jakością oprawy. Na albumie znajduje się jedna, 30-minutowa kompozycja, która prowadzi przez interesujące rejony brzmieniowe. Album rozpoczyna się niepozornie – słychać niskie, noisowe pomruki oraz doskonale zmiksowane dźwięki tłuczonego szkła i blach. Naprawdę warto posłuchać choćby po to, by sprawdzić jak w dobry sposób połączyć różne brzmienia – trudno powiedzieć czy jakość produkcji była zabiegiem świadomym czy przypadkowym “efektem ubocznym” nagrania. Podoba mi się także to, że w pewien sposób czuć na nim przestrzeń – tzw. powietrze – co również jest względnie rzadko spotykanym zjawiskiem w gatunku. W ciągu kolejnych minut przemierzamy surowe, ostre brzmienia które momentami wpadają w mocną psychodelię.
Jedynym mankamentem który przeszkadza mi w pełnym cieszeniu się płytą są fragmenty brudnych, punkowych fraz (gitary, wokalizy) które czasami dochodzą do głosu. Nie jest to gatunek muzyki za którym szczególnie przepadam i trochę mi burzy kompozycyjny ład panujący na nagraniu.
Podsumowując – album zdecydowanie polecam, jest to zdecydowanie dobre wydawnictwo, zarówno pod względem oprawy, produkcji jak i kompozycji. Dobrze się go słucha i trudno się nudzić przez czas trwania płyty (która zresztą nie jest szczególnie długa).
http://mordreth.livejournal.com
Харш нойз – пожалуй, один из немногих музыкальных стилей, претендующий на то, чтобы действительно быть музыкой не для всех. На практически любом экстремальном что метал, что околометал, что пост-индастриал стиле уже висит, попискивая и дрыгая ножками, куча глорихантеров-пидорасов и фанатов атрибутики, испытывающих острую нехватку элитизма и нюхающих ноги у более прокачанных дегенератов, в целом ничуть не более искушенных. И только, пожалуй, харш нойз в силу своей полной антимузыкальности становится апологией музыкального нонконформизма, потому что слушать разрушающие мозги стены шипения и безумного грохота ради понтов и для того, чтобы приобщиться к субкультуре, будут очень немногие, хотя, конечно, находятся и такие. Маааa же, во-первых, регулярно варьирует число букв «А» в названии (насколько я понимаю, это связано с текущим составом), во-вторых, является совершенным отъебайством, безумием и жестью даже по меркам харш-нойза, который такими понятиями совершенно не удивишь. Их музыкальное творчество абсолютно невыносимо, концертные выступления дают фору даже признанным ебанатам из The Gerogerigegege, и как многие вещи, доведенные до абсолюта, Маааa обладает своей удивительной привлекательностью. Sampo Distortion, в своем названии апеллирующий аж к Калевале, представляет собой, пожалуй, лучшее творение коллектива – получасовая литания в музыкальном аду, перемалывающая перепонки, мозги, внутренности и самое сознание в фарш с эффективностью, которая не снилась ни одной свиноферме; лютый свист, грохот, перегруз, битое стекло и агонизирующие голоса металла сменяются отвратительно грязными и зашумленными короткими блэк-метал эпизодами, так очаровательно похожими на Meti Bhuvah, и – снова пятилетка за три года в цеху насилия и убийств. Воистину потрясающая работа, и я настолько ебанутый, что с удовольствием слушаю ее снова и снова. Никому рекомендовать не могу, только на свой страх и риск.
